baner blackw
Spokoju
Podsumowanie roku. Taki czas.
Można pisać o lockdownie, o depresji, o trzech ćwierciach do śmierci finansowej i ogromnych nerwach.
Ale, ale – kto zna Mnie, jako człowieka, jako właścicielkę i kto zna ideę Oceanu, ten wie, że nie o tym będzie ta opowieść.

Widzieć szklankę do połowy pełną to sztuka? Moim zdaniem to wybór.

Co dostrzegasz, to rośnie. Pisałam o tym w blogowej serii „Zarażam spokojem”
Jakiż cel miałoby w tym momencie biadolenie o tym jak było źle?
Co pozostawiłoby to w autorce po skończeniu pisania? Co zostawiłoby w Tobie – drogi czytelniku?
Złość, smutek, niskie wibracje, które ściągają w dół. A po co tak?
Można inaczej 🙂 Z serca, z głębinowej głębi jestestwa podziękować. Poczuć wdzięczność.

No odwaliło babie z nadmiaru floatowania!

Dopuszczam,że tak pomyślałeś czytając, ale ufam, że zmienisz zdanie.
Ja na prawdę jestem wdzięczna. Dostałam bardzo dużo okazji do poukładania swojego świata tak, jak chcę.
Cudny ten rok nauczył mnie, żeby nie odkładać czegoś na później, bo może nie być później.

Wiosną korespondowałam na ten temat z uroczym GościemOceanicznym
-przepraszał poniekąd, że nie wsparł Świdnickiego Floatu, kiedy rozsądek podpowiadał ratować lokalną gospodarkę.
Odłożył na „później”.
I Ja też odkładałam. Siebie. Na później.
Życie odkładałam. Szczęście i radość.

Pozmieniało się?

Dzięki sytuacji epidemiologicznej..
Nie będę bawić się z Tobą – drogi czytelniku, w Harrego Pottera, nie będę mówić o „SamWieszJakiej” sytuacji.
Dzięki niszczycielskiej sile strachu i paniki, skwapliwie podżeganej przez media i zarząd krajowy – pozmieniało się.
Lepiej, ja pozmieniałam. Przekułam i przemieniłam tą ogromną siłę w piękno, dobro i miłość.
Nauczyłam się nie odkładać niczego na magiczny czas „jutra”. Sztampa i wyświechtany slogan powtarzany przez tabuny kołczów,
ażeby żyć tu i teraz stał się (na szczęście nie za ich poradami) moją rzeczywistością.

Czas zwolnił, bo za nim nie gonię. Ludzie już nie warczą na Mnie, ani Ja na Nich. W każdym widzę lekcję, doświadczenie.
Doświadczam teraz wspaniałych rzeczy. Spotykam wspaniałych ludzi (również tych, którzy próbują wysadzić mi osobiste bezpieczniki).
Są po coś. Wszystko jest po coś. Wszystko do tego zmierzało. Cały ten galimatias jest po to, żeby ci, którzy chcą, stworzyli swój świat na nowo.

Jestem z zawodu pigułą – kto mnie zna, ten wie.

Wiesz do czego mogę porównać przemijający dziś o północy rok? Reanimacja, dwie metalowe, przewodzące prąd tzw. łyżki.
Piskliwy dźwięk ładowania energii do określonej wartości dżuli i „strzał”. Defibrylacja. Ożywienie. Otrzęsienie. Do życia. Do światła.
W czasie reanimacji jest taki moment, że trzeba odsunąć się od reanimowanego, bo prąd, którym próbuje się go ratować, może Cię kopnąć.
Ja odnoszę wrażenie, że wszechświat przyładował w Ludzkość pierdyliardem dżuli – w tych ważnych momentach (taniec planet, przesilenia, zaćmienia, pełnie, nowie..), a przekornie ożywili się jedynie Ci, którzy trzymali się w tym czasie za ręce. Ci, którzy nie chcieli się temu poddać, ci którzy nie wybrali tej drogi są jak zombie – martwi za życia. Nie wierzysz, że tacy istnieją? Włącz dowolny kanał w telewizorze i obejrzyj dance makabr dusz bez życia.

Fala przemian zalała świat.

Energie wokół mnie rozrzedziły się i osobiście odczułam różnicę w jakości egzystencji.
Gadam, jak potłuczona? To wyobraź sobie – drogi czytelniku, pływanie w gęstniejącym betonie.
Wyobraź sobie, przypomnij być może stan ze snów, kiedy latasz. W przestworzach. Lekko i łatwo.
Jest różnica?
Ja mam ją na co dzień 🙂

A najwspanialsze jest to,że Ty też możesz!

Odczuj wdzięczność. Zastanów się co dobrego dał Ci ten rok. Jakie możliwości?
Odkryłeś, że masz siłę? Że nawet jak się nie da to się da?
Dostrzegłeś ilu masz prawdziwych przyjaciół? Zweryfikowałeś to wg. własnych filtrów?
Oddzieliłeś ziarno od plew?
A może zasiałeś? Ziarenko znaczy. I czekasz, aż zakiełkuje? Może już kiełkuje?
W pracy? W życiu prywatnym?
Pomyśl. Być może wolisz to zapisać? Pisz.
Lepsze to, niż postanowienia noworoczne i nachalne – nowy rok nowa JA.

Już?

To teraz usiądź spokojnie. Oddychaj.
Nie ważne jak – przeponą, klatką piersiową..Nie chodzi o idealny oddech.
Chodzi o to,żebyś wszedł w Siebie. Poczuł.
Możesz zamknąć oczy jeśli chcesz (ale wpierw doczytaj do końca).
Poczuj wdzięczność. Poczuj jak rozlewa się ciepłem bijącym z serca.
Nie myśl. Samo wyobrażenie miękkiego, ciepłego (u mnie też puchatego jak ulubiony koc) uczucia,
które ogarnia Twoje ciało pomoże ci się rozluźnić.

Załaskotało przyjemnie?

A to tylko drobny przedsmak, tego, co zaproponuję Ci już wkrótce.
Pozmieniałam. Przetransformowałam strach, żal, złość w coś pięknego.
Zapraszam Cię do tego świata już teraz.

Wiesz skąd biorą się ludzie pełni Mocy?

To nie wcielone anioły, żywcem wyjęte z Nieba.
To nie osoby cudownie obdarowane mocą przez nieżyjących przodków.
Ani ludzie z pseudo misją ratowania, budzenia i naprawiania ludzi.
Jakby byli popsuci…
Osoby pełneMocy biorą się z ciemności. Z osobistych najczarniejszych zakamarków, do których nikt nie chce zaglądać.
PełneMocy mają zdarte palce i zniszczone dłonie. Ryły w materii odgrzebując się z mroku.
Zmieniły Siebie – a to praca najcięższa.

PełneMocy nie uratują Cię- drogi czytelniku. Bo jedyną osobą, która może tego dokonać jesteś Ty sam.
Nie zrobią magicznego rytuału i nie podadzą tabletki szczęścia. Pokażą za to co robić. I jak. Pracę wykonasz Sam.
One były w najczarniejszej ciemności. Wyszły do światła. To nie istoty z nieskalaną poświatą. Są żywe, realne, autentyczne.
Klną, piją, palą i jedzą mięso. Brrr…
Odkryły swoją Moc. Pomogą Ci odkryć swoją. Masz ją. Każdy ją ma.

A życzeniem na Nowy, dwa tysiące dwudziesty pierwszy już rok, niechaj będzie: SPOKÓJ
Osobiście życzę abyś go osiągnął, drogi czytelniku.

PełnaMocy
PaniOcean